Czy wiesz, że idealny posiłek dla kota powinien mieć temperaturę około 38°C? Choć zmiana diety pupila może być wyzwaniem, klucz do sukcesu tkwi w zrozumieniu dzikiej natury kota. Małgorzata Biegańska-Hendryk, autorka poradnika Jak ułożyć sobie życie z kotem, obala najpopularniejsze mity o żywieniu kotów. Wyjaśnia, jak bezstresowo pożegnać posiłki pełne ulepszaczy smaku, czy podawanie całych tuszek to przesada oraz w jaki sposób prawidłowo zbilansowana miska wpływa na… zdrowie psychiczne i spokój naszego zwierzaka.
Olga Łęcka-Olesińska: Wiele osób skarży się na koty niejadki, które akceptują tylko karmy marketowe. Jak bezpiecznie i skutecznie przeprowadzić detoks od uzależniających polepszaczy smaku na rzecz produktów premium?
Małgorzata Biegańska-Hendryk: Przede wszystkim nie chodzi o żaden detoks. Koty, które są na karmach marketowych, bardzo często zostały po prostu do nich przyzwyczajone. Opiekunowie wychodzą ze – skądinąd całkiem niegłupiego – założenia, że skoro coś jest w sklepie i na opakowaniu widnieje informacja, że jest przeznaczone dla kotów, to nadaje się to dla naszego mruczka. Niestety nie zawsze tak jest. Te karmy mają bardzo kiepskie składy i zawierają wiele substancji wzmacniających smak.
Tak naprawdę nie chodzi jednak o wzmacniacze smaku, tylko o nawyki żywieniowe, których zwierzę nabiera latami. Tworzą się one jeszcze na etapie ciąży, ponieważ to, co spożywa ciężarna kotka, może determinować rozróżnianie smaków i preferencje żywieniowe kociąt po urodzeniu. Bardzo często nie mamy wpływu na to, co je przyszła kocia mama, ale możemy skutecznie pracować ze zmianą diety u kota. Jeśli chcemy przestawić naszego pupila na jedzenie o dobrym składzie, zgodne z jego potrzebami, to najlepiej robić to stopniowo, bardzo powoli. Dla przykładu: jeśli kot jest przyzwyczajony do karmy najniższej jakości, to kupmy nową ze średniej półki, z galaretką w składzie. Jeżeli uda nam się wprowadzić ją do diety kota, to dopiero w trzecim kroku sięgamy po karmy typu premium. Dlaczego? Dlatego, że produkty z najwyższej półki bardzo często mają konsystencję mielonek, są dosyć suche i nie zawsze atrakcyjne dla kotów. Dobrym rozwiązaniem jest również dolewanie do jedzenia niewielkiej ilości wody – około jednej łyżki stołowej na posiłek. Dzięki temu zwilżamy karmę i dostarczamy dodatkową porcję płynów.
Istotne jest również to, że nowej karmy w diecie kota nie należy wprowadzać gwałtownie. Nie stawiamy przed nim całej miski z nieznanym mu produktem, tylko dokładajmy malutkie porcje nowego pożywienia – dosłownie po łyżeczce, czasami po pół łyżeczki – do czegoś, co nasz kot już zna. Potem powoli zwiększajmy ilość nowej karmy w stosunku do starej, o gorszym składzie.
W trakcie wprowadzania nowej karmy należy też obserwować kota: zwróćmy uwagę, czy nie ma problemów z przewodem pokarmowym albo świądem skóry. Jeśli coś nas zaniepokoi, przerwijmy proces i powróćmy do niego, gdy stan kota się ustabilizuje. A jeśli niepokojące objawy nie mijają, należy zgłosić się do lekarza weterynarii.
OŁO: W poradniku Jak ułożyć sobie życie z kotem zwraca Pani uwagę na temperaturę posiłku i odradza podawanie karmy prosto z lodówki. Dlaczego dla kociego układu trawiennego te „kilka stopni więcej” i odrobina ciepłej wody robią tak dużą różnicę?
MBH: Jedzenie zimnej karmy jest niezdrowe i niezgodne z naturą kota, ponieważ w przyrodzie zjada on pożywienie w temperaturze upolowanego ciała ofiary, czyli właśnie około 38°C. Kot jest gatunkiem, który ma bardzo słaby zmysł smaku, ale bardzo dobry węch, a posiłki o takiej temperaturze po prostu mocniej pachną, więc są dla niego bardziej atrakcyjne. Jeśli zaś chodzi o wodę, to zdrowe koty nie piją dużo, zatem dodanie ciepłej wody do posiłku pozwala łatwo podnieść jego temperaturę, a dodatkowo nawodni zwierzę.
OŁO: Czy BARF jest naprawdę dla każdego, czy wymaga od opiekuna niemal „studiów z dietetyki”?
MBH: Nie wymaga profesjonalnej wiedzy, ale potrzebne jest zaangażowanie i chęć włożenia wysiłku. BARF, czyli „biologicznie odpowiednie surowe jedzenie” (ang. biologically appropriate raw food), po pierwsze jest dietą, którą dopasowujemy do zwierzęcia indywidualnie, więc musimy umieć to zrobić. Po drugie wymaga uważności i przestrzegania procedur. Po trzecie trzeba mieć odpowiednie warunki, bo nie da się stosować tej diety, kiedy nie ma się zamrażarki. Po czwarte BARF trzeba modyfikować. Nie polega ona na opracowaniu pojedynczego przepisu do stałego żywienia kota. Najlepszym rozwiązaniem jest przygotowywanie posiłków z kilku przepisów albo tworzenie mieszanek za każdym razem, w zależności od tego, jakie mięsa kupujemy. Dietę tę należy też suplementować. Bardzo polecam albo wybrać się na szkolenie z zasad tej diety, albo skomponować mieszanki dla swojego pupila we współpracy z dietetykiem, który opracuje je w oparciu o wyniki badań naszego zwierzaka. Trzeba też pozostawać z nim w kontakcie, bo kot żywiony BAFR-em powinien przechodzić badania kontrolne, aby sprawdzać, czy jego potrzeby się nie zmieniają oraz czy dieta jest odpowiednio dobrana i zbilansowana. To dieta dla kota, który ma zaangażowanego opiekuna.
OŁO: Model Whole Prey (podawanie całych tuszek) dla wielu osób jest barierą estetyczną nie do przejścia. Czy dla kota jest to wybór „najlepszy z możliwych”, czy tylko jedna z wielu zdrowych opcji?
MBH: Jest to jedna z wielu możliwości. Nie znam kotów, może są pojedynczymi wyjątkami, które byłyby żywione wyłącznie tym modelem. Kot w przyrodzie poluje na około 70 gatunków innych zwierząt! Dlatego najczęściej polecam elementy Whole Prey jako dodatek do diety BARF. Stanowią one dla kota urozmaicenie, rozrywkę, coś, co zadziała na niego stymulująco.
Przestrzegam też, że ta dieta również wymaga odpowiedniej suplementacji. A poza tym jeżeli zdecydujemy się na Whole Prey, to musimy bardzo dokładnie sprawdzić, skąd pochodzą tuszki, które podajemy naszemu zwierzakowi. Absolutnie nie wolno łączyć też tej diety z dietą suchą, ponieważ kot na co dzień żywiony karmą suchą nie jest w stanie prawidłowo strawić tego rodzaju pokarmu.
OŁO: Czy to prawda, że koty będące na diecie surowej są spokojniejsze niż te jedzące przetworzoną żywność?
MBH: To prawda, że koty żywione prawidłowo i zgodnie ze swoimi potrzebami są spokojniejsze, ponieważ lepiej odżywiony organizm lepiej funkcjonuje również pod kątem psychicznym. Nie to musi być dieta wysoko mięsna, ale musi być mokra i odpowiednio zbilansowana, która rzeczywiście dostarcza organizmowi wszystkiego, czego kot potrzebuje. Natomiast jeżeli nasz kot nie chce jeść surowego mięsa – bo takie koty się zdarzają – to nie warto go zmuszać, bo tylko dołożymy mu stresu. Więc chociaż bym chciała, żeby wszystkie koty były na dietach surowo mięsnych, to mam świadomość, że niestety nie zawsze jest to możliwe.
OŁO: Czy zmiana diety może być skutecznym narzędziem w terapii kotów lękowych lub agresywnych?
MBH: Kot lękowy nie zmieni swojego nastawienia w zależności od tego, czy dostanie tuńczyka czy królika, i podobnie jest u kotów agresywnych, bo te zaburzenia nie są związane ze sposobem żywienia. Jak wspomniałam wcześniej, elementy diety Whole Prey mogą pomóc kotu w rozładowaniu emocji, ale chodzi tu o emocje związane na przykład z nie do końca skanalizowanym łańcuchem łowieckim, nie zaś z zachowaniami lękowymi.
Dla kotów lękowych istotniejsze od składu diety jest wsparcie suplementacyjne bądź w razie konieczności również farmakoterapia behawioralna. Natomiast w przypadku kotów agresywnych w pierwszej kolejności trzeba wykluczyć problemy związane ze stanem zdrowia, ponieważ ból, który jest wywołany przez choroby somatyczne, może wpływać na pojawienie się zachowań agresywnych.
Małgorzata Biegańska-Hendryk – techniczka weterynarii, zoodietetyczka kotów i dyplomowana behawiorystka zwierząt towarzyszących. Autorka poradników o opiece nad kotami i materiałów edukacyjnych dla dzieci oraz bloga dla opiekunów pod marką kocibehawioryzm.pl. Swój świat dzieli z 4 kotami: Stefanem, Bunią, Gackiem i Imbirem.











